Delegacja Muzeów Watykańskich wręczyła w ubiegłym tygodniu Leonowi XIV odrestaurowany obraz „Święty Augustyn i anioł”. Powstał on w XVIII wieku, a jego anonimowy autor inspirował się freskami Rafaela w Muzeach Watykańskich.
Poniżej wywiad z Panią Dyrektor Muzeów Watykańskich Barbarą Jatta:
Było to dzieło, które znajdowało się w magazynie, ale przede wszystkim wymagało gruntownej renowacji. Dlatego czekało w pracowni konserwatorskiej. Kiedy w rozmowie z ojcem Leonardo Sapienza pojawił się pomysł, aby wybrać wizerunek św. Augustyna dla Ojca Świętego, wspólnie z Alessandrą Rodolfo, kuratorką sztuki XVI- i XVII-wiecznej, pomyślałam, by zająć się właśnie tym obrazem. To dzieło ważne, choć anonimowe, jest bez wątpienia świadectwem popularności, jaką przez wieki cieszyły się działa Rafaela, a zwłaszcza jego fresk umieszczony w Sali Segnatura – słynne i niezwykle istotne przedstawienie, które znajduje się naprzeciwko „Szkoły ateńskiej”, czyli tzw. „Dysputa o Najświętszym Sakramencie”. Fresk ukazuje grono teologów i świętych, stanowiące przeciwwagę dla „Szkoły ateńskiej”. Wśród nich znajduje się postać św. Augustyna, dokładnie w tej samej pozie, jak na naszym obrazie. Anonimowy autor, który go wykonał, zaczerpnął nie tylko wizerunek świętego, ale również – z innej części fresku – postać aniołka.
Czy istnieje jakaś hipoteza dotycząca autorstwa?
Nie. Uznajemy, że to dzieło warsztatowe. Pod względem stylu, techniki oraz rodzaju płótna datujemy je raczej na XVIII wiek. Możliwe, że autorem zamówienia był augustianin, ponieważ obraz skupia się wyłącznie na tym świętym, podczas gdy we fresku obok niego pojawia się wielu innych Ojców Kościoła i świętych. W przeciwieństwie do fresku, obraz jest w pełnym znaczeniu słowa dziełem augustiańskim. Ma też spore wymiary, co wskazuje na konkretne, dedykowane św. Augustynowi dzieło. Uznałyśmy więc, że będzie to wybór idealny. Renowacja trwała kilka miesięcy, ponieważ obraz był w złym stanie. Prace prowadzono w pracowni konserwatorskiej malarstwa na płótnie Muzeów Watykańskich, a zajmowała się nimi przede wszystkim konserwatorka Laura Baldelli, obecna także podczas wręczenia dzieła Ojcu Świętemu.
Czy obraz był wcześniej publicznie prezentowany?
Nie. Pokazaliśmy go papieżowi w niewielkiej delegacji muzeów. Było to pierwsze spotkanie pracowników muzeów z Ojcem Świętym. Skorzystaliśmy z okazji i zaprezentowaliśmy obraz w salce przylegającej do auli audiencyjnej. Wkrótce ma on trafić do papieskiego gabinetu, znajdującego się tuż obok – miejsca, gdzie papież często przyjmuje na osobności głowy państw i inne osobistości, gdy nie spotyka się z nimi w Pałacu.
Jaka była reakcja papieża?
Wydawał się bardzo uważny i zadowolony z obrazu. Odniosłam wrażenie, że bardzo mu się spodobał. Wraz z ojcem Sapienzą pokazaliśmy mu wcześniej fotografię dzieła, jeszcze przed rozpoczęciem renowacji, i papież wyraził aprobatę. Wówczas widział je tylko na zdjęciu. Wręczyliśmy mu także kartę informacyjną z opisem i kontekstem dzieła. Szczególnie jednak zainteresowało go nasze opowiadanie o muzeach – o ich roli w zakresie konserwacji i restauracji, badań naukowych, o ich misji jako instytucji, której celem jest zachowanie dziedzictwa, jego badanie i dzielenie się nim. Zwracał też dużą uwagę na różne specjalizacje, które mu przedstawialiśmy. W pewnym sensie było to dla nas okazją, by wprowadzić go w świat muzeów. Nie odwiedził nas jeszcze jako papież – jako kardynał na pewno, ale w nowej roli jeszcze nie. To spotkanie było więc małym wstępem, a my zaprosiliśmy go serdecznie, by do nas przybył.
Co to spotkanie z Leonem XIV oznaczało dla Pani i całej społeczności Muzeów Watykańskich?
Było to pierwsze, można powiedzieć, kameralne spotkanie. Był to dla nas naprawdę dzień świąteczny, piękny dzień, kiedy mogliśmy opowiedzieć, kim jesteśmy. Mam nadzieję, że papieża nie przytłoczyliśmy, bo mówiliśmy bardzo dużo. Audiencja trwała zresztą znacznie dłużej, niż przewidywano. Często spoglądałam na s. Raffaellę Petrini i na innych, by wyczuć, czy nie przesadzam, opowiadając o muzeach, o ich roli, także w dziele ewangelizacji. Myślę – a raczej mam nadzieję – że papież to zrozumiał. Wydawał się zadowolony.




