Z biblioteki kaznodziejskiej

„Zaciąg dworzanów…” i „Oliwa wdzięcznoozdobnej zieloności…”
– z kaznodziejskiej biblioteki Księdza Samuela Brzeżewskiego kazań dwoje

Ks. Samuel Brzeżewski (1620-1684) należał do Zakonu Kanoników Regularnych od Pokuty pod wezwaniem Świętych Męczenników. Zakon ten powstał w pierwszej połowie XIII w. przy kościele Santa Maria de Metro w Rzymie, w oparciu o Regułę św. Augustyna. Zakon opiekował się rycerzami biorącymi udział w wyprawach krzyżowych, grzebał zmarłych i sprawował inne pomocnicze funkcje. Gdy czas wypraw krzyżowych się skończył, zakon zajął się działalnością duszpasterską, a szczególnie kaznodziejstwem i spowiadaniem wiernych, prowadził też działalność edukacyjną. Strojem zakonnym był biały habit ze szkaplerzem. Nakładano na niego pelerynkę (mucet). Na szkaplerzu i na pelerynce zakonnicy nosili wyszyte czerwone serce z wbitym do niego krzyżem.

Do Polski zakonnicy zostali sprowadzeni z Pragi w roku 1257 przez księcia Bolesława Wstydliwego, z inicjatywy jego żony św. Kingi. Zostali osadzeni w kościele konwentualnym pod wezwaniem św. Marka, dlatego też nazywano ich „markami”. W XV w. w klasztorze krakowskich „marków” żył bł. Michał Giedroyć. Zakonnicy mieli swoje filie również w innych miejscach Polski, m. in w Trzcianie w województwie małopolskim, Pilicy i miasteczku Bogoria w dawnym woj. sandomierskim, a także na Litwie, gdzie zwani byli białymi augustianami. Zakon został skasowany w XIX w.

  1. Samuel Brzeżewski miał stopień licencjata świętej teologii i był kaznodzieją ordynariuszem konwentu św. Marka Ewangelisty w Krakowie. Już jako młody kapłan był znanym i cenionym kaznodzieją, zapraszano go z kazaniami odpustowymi lub okolicznościowymi do różnych kościołów. Niektóre ze swych kazań wydał drukiem, dedykując je swym protektorom i dobroczyńcom, którzy przyczynili się do sfinansowania tego przedsięwzięcia wydawniczego.

W zbiorach starodruków krakowskich zachowało się kilka takich kazań, a dwa z nich są dla nas szczególnie interesujące, gdyż kontekst ich wygłoszenia ma bliski związek z naszą wspólnotą zakonną. Pierwsze z tych kazań zostało wygłoszone w święto Narodzenia NMP, 8 września 1644 r. w augustiańskim kościele św. Katarzyny na Kazimierzu, drugie zaś 20 lutego 1645 r. w kościele „marków” św. Małgorzaty w Trzcianie koło Bochni, na pogrzebie Jerzego Puczniowskiego, ojca Anny Puczniowskiej, która kilka lat po jego śmierci złożyła śluby w naszym klasztorze. Obie pozycje zostały wydane w 1645 r. w drukarni Krzysztofa Schedla w Krakowie. Pierwszą autor dedykował Zygmuntowi Stefanowi z Koniecpola Koniecpolskiemu staroście będzińskiemu. Druga dedykowana jest Stanisławowi i Annie Stanisławskim.

Ozdobny i rozbudowany tytuł kazania, wygłoszonego u św. Katarzyny, zaczyna się od słów: Zaciąg Dworzanów Kaznodzieja przedstawia siebie w roli zaciążnika, czyli werbującego dworzan i sługi na dwór Maryi Królowej Niebieskiej. Szuka ochotników pobożnych, na służbę Najświętszej Panny się garnących. Zachęca do radości z okazji święta Jej Narodzenia i rozważa, jakich dworzan i sług potrzeba na dworze tak wielkiej Królowej.

Długi tekst kazania okraszony jest licznymi cytatami łacińskimi, obrazami biblijnymi i literackimi. Mówca przytacza liczne przykłady z literatury i historii, omawiając wymagania wobec przyjmowanych na służbę na królewskim dworze. Oto unikać trzeba pochlebców, ludzi interesownych, patrzących tylko swego zysku, a szukać wiernych do śmierci, gotowych nawet życie oddać, roztropnych, wspierających realizację zamysłów władcy, cnotliwych i mądrych.

Kaznodzieja mówi najpierw o ludziach sprawiedliwych i pobożnych, którzy sami na służbę do Królowej Niebieskiej dobrowolnie z ochotną chęcią się udają. Wśród nich zwraca uwagę na świętoczujne panienki niewinne, które szeregiem stają przed pałacem Cesarzowej Nieba i ziemi, mówiąc: Przenajświętsza Matko Boża, jesteśmy służebnicami najniższymi twymi, we wszystkim chcemy czynić Twoje rozkazanie. Można przypuszczać, że spoglądał wówczas z ambony na Panny Zakonne Reguły św. Augustyna, które – chociaż w klauzurze Panu Bogu służące – brały udział w nabożeństwach i uroczystościach w kościele, własnej kaplicy jeszcze na ten czas nie mając.

Ale Maryja przyjmuje nie tylko prawych i sprawiedliwych. Wzywa też odrzuconych, grzesznych, nieszczęśliwych. Nie odtrąca obszarpanych obdartusów, zbójów, świniopasów. Ksiądz Samuel ostrzega słuchaczy przed osądzaniem takich ludzi. Nikt nie wie, czy sam nie jest tak samo godny potępienia, a grzesznik nawracając się i pokutując, w jednej chwili może się zbawić. Matka Jezusa przyjmuje wszystkich i pod płaszcz przygarnia, strapionych pociesza, wstawia się za nami, zasłania przed gniewem Boskim. Sam Jezus umierając wskazał nam Matkę swoją jako ucieczkę i obronę, gdy konając głowę skłonił w stronę, gdzie Ona stała.

Na służbę Maryi wzywa na koniec kaznodzieja wszystkich konających i śmierci bliskich, cierpiących, sił i zasług nie mających, bo im dobra wola stoi za uczynek, a Królowa Niebios będzie im pomocą i obroną w pokusach i lękach ostatniej godziny, jako Matka, która grzesznikowi na ratunek w śmiertelnym niebezpieczeństwie przybywa.

***

Kazanie pogrzebowe przy trumnie Jerzego Puczniowskiego wygłosił Ksiądz Samuel
20 lutego 1645 r. w kościele „marków” w Trzcianie. Ówczesny drewniany kościół
pw. Św. Małgorzaty został wzniesiony pod koniec XV w. W 1652 r. w czasie wojen kozackich klasztor został spalony i zgrabiony, a zakonnicy wymordowani. Kilka lat później powstał nowy, do dziś stojący kościół murowany. Najstarszym zabytkiem w kościele jest kamienna, gotycka chrzcielnica z 1497 r., umiejscowiona z prawej strony ołtarza.

Tytuł kazania: Oliwa wdzięcznoozdobnej zieloności… nawiązuje do obrazu drzewa oliwnego, do którego porównany jest zmarły Jerzy Puczniowski, bowiem jak oliwka zielona wycięty został na ziemi, aby w niebie kwitnął. Zmarły przedstawiony jako serdeczny przyjaciel pozostałej małżonce, ojciec dziatkom miły, przyjaciel krewnym, szczery kompan sąsiadom, pan dobrotliwy sługom, opiekun ubogim, hojny promotor kościołom, miłośnik duchownym, pogodziciel rozróżnionym.

Kaznodzieja wspomina, że zmarły pozostawił żonę i zacne potomstwo synów i córek, ale nie wymienia ich imiennie. Dobra żona, choć sama słabego zdrowia i chora, mężowi dłuższego niż sobie życzyła żywota. Kochające dzieci gotowe były mu świadczyć usługi do lat starości. Ale Bóg zrządził inaczej i powołał go z tego świata do siebie.

Zmarły Jerzy był wzorem cnót chrześcijańskich. Krzyże i utrapienia życia cierpliwie znosił, wiarą zachował. Miał szczególne nabożeństwo do Matki Najświętszej. Na każde święto maryjne spowiadał się i Komunię św. przyjmował. Ubogich wspierał jałmużną, kapłanów szanował i przyjmował życzliwie Był dobrodziejem tego kościoła i zakonu
(tu kaznodzieja wspomniał o deklarowanej niegdyś przez zmarłego chęci uczynienia zapisu na rzecz kościoła, który to zamiar byłby pewnie uskutecznił, gdyby mu przedwczesna śmierć nie przeszkodziła). Nieprzyjaciołom odpuszczał, pomsty się wyrzekał. Urzędów i zaszczytów światowych nie szukał. Kaznodzieja wspomina, że przyjął swego czasu urząd burgrabiego sądeckiego, ale wkrótce z niego zrezygnował jako człowiek bogobojny, obawiając się odpowiedzialności związanej z urzędem. Był człowiekiem rozsądnym, mediatorem roztropnym, godzącym poróżnionych, zachęcającym do ustępstw, rzecznikiem przebaczenia
i pojednania.

herbamW kazaniu wspomniany jest występujący w Polsce od XII w. herb Abdank (Habdank) – srebrna łękawica w czerwonym tle. Wśród rodów szlacheckich, które go używały, jest też nazwisko Puczniowskich.
Drzewo oliwne, symbolizujące w tytule kazania zmarłego Jerzego, przysadzone było do starożytnego klejnotu  Habdanczyków.

Fakt, że rodzina miała bliski kontakt z zakonem, opartym na Regule augustiańskiej, być może miał wpływ na wybór drogi życiowej jednej z córek Jerzego – Anny. Wybrała ona bowiem życie Bogu poświęcone w klasztorze Augustianek przy kościele św. Katarzyny
na Kazimierzu. Nie wiemy, czy wstąpiła do klasztoru już po śmierci ojca, czy też może przebywała tam już wcześniej na edukacji lub nawet jako kandydatka. W księgach grodzkich krakowskich odnotowano, że w październiku 1647, przed świętem Apostołów Szymona
i Judy Tadeusza, Elżbieta Przewłocka, wdowa po Jerzym Puczniowskim, właścicielka dóbr wsi Kierlikówka, zapisuje przełożonej Wiktorii Trojanowskiej i konwentowi czynsz
70 florenów na swych dobrach. Natomiast zakonnica Teresa, w świecie Anna, córka szlachetnego niegdyś Jerzego i Elżbiety Przewłockiej, stawiła się osobiście przed urzędem za zgodą i w asystencji przełożonej, kwitując otrzymany zapis tytułem rekompensaty za należne jej dobra posażne i złożyła oświadczenie o zrzeczeniu się majątku rodzinnego. S. Teresa była wtedy w nowicjacie, śluby złożyła 23 października 1648 r. przed Baltazarem Mstowskim, przeorem krakowskim, późniejszym prowincjałem. W 1649 r. w księgach grodzkich spotykamy kolejną wzmiankę o zapisie szlachetnej Elżbiety Przewłockiej na rzecz przełożonej Trojanowskiej i konwentu Augustianek.

Rok śmierci S. Teresy Puczniowskiej nie jest pewny, natomiast w Katalogu sporządzonym przez Zygmunta Wołka podana jest data dzienna 22 listopada. Spoczęła zapewne w krypcie grobowej Augustianek w kościele św. Katarzyny.